Pierwsze uczucie, które pamiętam, to
zazdrość. Zazdrościłam od zawsze. Zazdrościłam wszystkim wszystkiego.
Zazdrościłam tak, jak się śpi i je; jak się pije, oddycha, sika i wypróżnia.
Zazdrościłam tak, jak inni potrafią kochać i nienawidzić. Zazdrościłam, więc
byłam. Zazdrościłam rodzicom, że są dorośli i siostrze, że jest młodsza.
Zazdrościłam koleżankom, że są chude i otyłym, że są naprawdę grubi.
Zazdrościłam malarzom, że malują i pisarzom, że piszą. Kierowcom zazdrościłam
samochodów, a pieszym świeżego powietrza. Zazdrościłam matce kształtu jej paznokci
i urody; ojcu, że jest mężczyzną i wzrostu. Cmentarzom zazdrościłam śmierci, a porodówkom
– życia. Bogu zazdrościłam zmartwychwstania.
Zazdrość obgryzała mi paznokcie i
zabierała sen dniami, tygodniami. Zazdrość kazała mi się leczyć. Zazdrość
kazała mi zakładać czarne rajstopy
czterdziestki przy czterdziestostopniowym upale. Zazdrość leżała mną na plaży w
pełnym słońcu. Zazdrość śpiewała mi sto lat i doprowadzała do płaczu. Zazdrość
pisała moje wiersze. Zazdrość wysyłała wiadomości pijane jak świnie. Zazdrość
zaczęła palić papierosy w podstawówce. Zazdrość podzieliła mi świat na dwie
grupy: nic i wszystko. W tę pierwszą byłam wpisana ja i tylko ja; w drugą –
każdy inny człowiek.
Dzisiaj, kiedy nakładam na twarz
maseczkę z kremu i węgla aktywnego, a ciało pielęgnuje peelingiem z błota Morza
Martwego, ja – wtedy zazdroszczę ja – teraz
i wyrzucam sobie w nieskończone tafle lustra, że nie zaczęłam wcześniej:
przeglądać się we własnym zwierciadle i zniewoliłam się obietnicą jutra.
Jutro zazdrości dzisiaj, bo ono już
wie, którędy zachodzi słońce i jak szerokie są horyzonty myśli.
przepiękne
OdpowiedzUsuń